Wracamy do afery związaną z Radą miejską Joanna Liddane, która otrzymała przekazem Western Union pieniądze od osoby z Afryki, aby rzekomo przekazać te pieniądze imigrantowi w Polsce.
Sprawę kilka dni temu nagłośniły Ogólnopolskie media. Opisalywały ją portale.
Dotyczyła przekazu pieniężnego, który miała otrzymać od pewnego mężczyzny z Hiszpanii Joanna Liddane, radna miejska Koalicji Obywatelskiej z partii Zielonych. Jak zapewniała były to pieniądze dla jednego z imigrantów, który trafił do Polski po nieudanym zakotwiczeniu w Niemczech.
Radna miała być rzekomo tylko przekaźnikiem tych pieniędzy. I na tym kończy się opowieść, w której jest tak wiele dziur i nieścisłości, że postanowiliśmy zająć się tą sprawą.
Jak się okazuje nie ma żadnego dokumentu który może zaświadczyć, że pieniądze trafiły do nielegalnego imigranta. Sprawa została zgłoszona organem ścigania i nielegalnym przemytem ludzi oraz dziwnym przepływom finansowym przyglądają się już polskie służby.
Jak się jednak okazuje to nie jedyny problem z którym będzie musiała się zmierzyć Joanna Liddane.
Otóż pieniądze które były na nią zaadresowane nie zostały bowiem wykazane w rejestrze korzyści, czyli w oświadczeniu majątkowym które musi składać każdy radny.
Przekazane poprzez pośrednika pieniądze trafiły bowiem jak przyznała sama Radna do niej więc powinna budzić się przy rocznym rozliczeniu jako swój dochód.
Ta sprawa może okazać się teraz brzemienna w skutkach.
Jeśli zostanie zakwalifikowana jako ukrywanie dochodów, radna może mieć poważne problemy.
Wydaje się że dla Liddane jak i Agnieszki Chyrc zbliża się koniec zasiadania w ratuszu a kolejna kadencja jest ich udziałem byłaby niesamowitym wydarzeniem. W koalicji Obywatelskiej i nikt bowiem nie chce brać udział w politycznej rozgrywce z tak obciążonymi wizerunkowo osobami.

